|
I co ja mam teraz napisać, jak zaledwie parę dni temu obwieszczałem siłę i potęgę Ameryki Południowej oraz słabość i miernotę Europy? Tymczasem pod ciosami Europejczyków padła wielka Brazylia, padła też niewiele mniejsza Argentyna... Futbol jest nieprzewidywalny: w tym jego magia i piękno.
Upadku Brazylii nie rozumiem jednak: zespół zmontowany był logicznie, przeciwników mielił po kolei bez cienia litości i nawet do przerwy meczu z Holandią wszystko szło zgodnie z brazylijskim planem... Wychodzi mi więc, że to „Oranje" są tak potężni i zaczynam poważnie rozważać wypad do Amsterdamu na niedzielny finał.
Upadek Argentyny natomiast doskonale rozumiem. Mecz bowiem nie toczył się między piłkarzami niemieckimi a latynoskimi: on został rozegrany na ławkach trenerskich. Joachim Loew 4, Diego Maradona 0, tak to należałoby ująć. Gromada znakomitych skądinąd Argentyńczyków miotała się po boisku bez żadnego pomysłu i sensu, bo ich trener zapomniał, że futbol to gra zespołowa, więc zespół trzeba jakoś na boisku ustawić i mecz zaplanować. Loew to wiedział, więc Niemcy przejechali przez argentyńskie zasieki jak czołg przez ogródki działkowe...
Upadli więc giganci, tym większy szacunek należy się tym mniejszym, niedocenianym, niezauważanym. Mowa oczywiście o zespołach Urugwaju i Paragwaju. Forlan i spółka dopięli celu, Santa Cruz z kolegami nie, ale wyczyny obydwu ekip zasługują na wielkie i rzęsiste brawa. Wydarzenia z ćwierćfinałowych potyczek na długo pozostaną w pamięci kibiców: fenomenalna bramka Forlana, przestrzelony rzut karny Ghańczyków w ostatniej sekundzie (!) dogrywki, trzy karne w jednej minucie starcia paragwajsko-hiszpańskiego... Prawda, że dużo się działo?
Paragwaj wraca do domu ale jest to powrót z podniesioną głową. Taktycznie bezbłędnie ustawiony przez trenera był bliski pokonania Hiszpanów i sprawienia swoim awansem chyba największej sensacji mistrzostw. Urugwajowi się udało, choć długo nie zapomnę Suareza w drodze do szatni po czerwonej kartce, płaczącego z żalu, bo za chwilę Ghana strzeli karnego... i tegoż samego Suareza, na tej samej drodze do szatni kilka sekund później, kiedy nadal płacze, ale tym razem ze szczęścia a poprzeczka urugwajskiej bramki jeszcze drży...
Suarez nie zagra w półfinale, nie zagra też Lodeiro, bo złamano mu kość w nodze, nie wiadomo, czy wykuruje się filar defensywy Lugano. Być może Urugwaj nie przeskoczy Holandii ale w niczym nie zmienia to faktu, że coraz więcej zespołów na świecie potrafi znakomicie grać w piłkę. I tutaj rodzi się pytanie, gdzie jest polska piłka, gdzie jest polska reprezentacja, co my potrafimy i czego możemy się nauczyć.
Patrząc na błyskawiczne, efektowne kontry, karne i zwarte przemieszanie się całych formacji po boiskach, wymiany precyzyjnych podań na małej i dużej przestrzeni, atletyczne i techniczne przygotowanie czasem nawet anonimowych zawodników, zaczynam się martwić... Co to będzie za te, niecałe już, dwa lata....
SKOMENTUJ TO! Czy postawa Urugwaju i Paragwaju w ćwierćfinałach jest niespodzianką?
Tomasz Kabat
|